Porwania dla okupu

Szebeka arabska - statkihistoryczne.pl
Szebeka arabska – statkihistoryczne.pl

 Najbardziej niepokojone były wyspy Fionia, Lolland, Zelandia i Falster. Okręty Słowian przepływały aż na zachodnią stronę Półwyspu Jutlandzkiego, plądrując tam wybrzeża, i wracały znaną sobie trasą u nasady półwyspu. Wzrastająca liczba najazdów spowodowała, że coraz więcej duńskich miast leżało w gruzach, coraz więcej było porzuconych wsi, coraz więcej pól nie było uprawianych.

Szebeka arabska - statkihistoryczne.pl
Szebeka arabska – statkihistoryczne.pl

W czasie łupieżczego napadu bowiem rabowano wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość, a to, czego nie można było zabrać na okręty, palono. Szczególnie dotkliwe dla pokonanych było porywanie ludzi, których sprzedawano później w niewolę i za których uwolnienie płacić trzeba było wysoki okup. Po każdej takiej wyprawie — jak donoszą kroniki duńskie — na słowiańskich rynkach spadała gwałtownie cena niewolników, co świadczy o tym, jak znaczną liczbę ludzi jednorazowo porywano.

Szczególnie usilnie starano się pojmać możnych, licząc na wysoki okup. Zwracano też baczną uwagę, aby nie wymknęli się oni przedwcześnie z więzień. Z tych też powodów jeden z wielmożów duńskich, uwięziony przez Misława z Chockowa, został przykuty do pala za szyję, nogi i piersi, o czym z oburzeniem wspomina kronikarz. Za najświetniejszą wyprawę łupieżczą Słowian powszechnie uznaje się zdobycie miasta Konungaheli, leżącego w głębokim fiordzie w pobliżu obecnej granicy Norwegii i Szwecji, a należącego do duńskiego króla Eryka II.

Wieści o przygotowaniach do wyprawy doszły podobno do samego króla, który ostrzegał mieszkańców miasta przed niebezpieczeństwem, lecz ci zlekceważyli jego rady. Gdy 9 sierpnia 1136 roku ogromna, licząca około 650 okrętów, flota Słowian pojawiła się u brzegów, zaskoczeni Skandynawowie mogli jedynie szukać ratunku za murami swego grodu. Słowianie bez trudności wyładowali swe wojska i w pierwszej fazie walki zdobyli port oraz przedmieścia miasta, paląc znajdujące się tam okrę-ty i zabudowania.

Według sagi zatytułowanej Krąg świata wyszło wówczas na ląd około 35 tysięcy słowiańskich żołnierzy i 1600 koni. Liczby te jednak wydają się znacznie zawyżone, biorąc pod uwagę zaludnienie ówczesnego Pomorza. W ciągu następnych dni Słowianie dowodzeni przez pomorskiego księcia Racibora I próbowali zdobyć rozpaczliwie broniący się gród. Mieszkańcy Konungaheli wiedząc, co im grozi w wypadku zdobycia warowni, walczyli z desperacją. Opór ich począł nawet zniechęcać Słowian nie nawykłych w swych łupieżczych wyprawach do długotrwałych oblężeń. Podnoszono już głosy namawiające do zaniechania oblężenia, gdy wojewoda Unibor bacznie przyglądający się walce rzekł: „— Patrzcie uważnie.

Naprzód rzucali w nas włócznie i strzały, potem kamienie i bierwiona a teraz ciskają w nas kijami jak w psów i z tego widzę, że ich broń zaczyna się wyczerpywać”. Rzeczywiście, obrońcom wkrótce zabrakło „amunicji” i zgodzili się na kapitulację, otrzymując wcześniej obietnicę od Racibora, że ujdą z życiem. Jednakże Słowianie, zwyczajem morskich rozbójników, nie dotrzymali słowa. „Wzięli oni wszystkich — lamentował kronikarz — mężczyzn i kobiety. Zabili wielu, mianowicie tych, którzy byli ranni albo zbyt młodzi do transportu. Następnie zagarnęli wszystko, co było w grodzie. Zakończywszy rabunek puścili miasto z dymem i po dokonaniu przeglądu swych wojsk wzięli cały lud jako łup i podzielili go na łodzie”.

Złupienie Konungaheli było jednym z ostatnich sukcesów pomorskich książąt. W 1153 roku Duńczycy utworzyli rodzaj zakonu do zwalczania słowiańskiego piractwa. Organizacja ta skutecznie broniła rodzimych wybrzeży. Kilka lat po wstąpieniu na tron Waldemara I (1157) rozpoczęła się duńska ofensywa na miasta i porty Słowian. W 1168 roku wyprawa dowodzona przez biskupa-rycerza Absalona zdobyła Rugię i jej stolicę Arkonę, gdzie znajdowala się słynna w całej zachodniej słowiańszczyźnie pogańska świątynia.

Łupieżcze wyprawy

Łupieżcze wyprawy organizowali najczęściej, zamożni poddani słowiańskich książąt, wysyłając na nie swe okręty wraz z załogami. Zdarzało się jednak, że na czele takiej ekspedycji stawał sam książę i wówczas trudno jest orzec, czy wyprawie tej przypisywać należy charakter czysto wojenny, czy określić ją jako korsarską, czy też uznać ją za piracką.

Wydaje się, że ta ostatnią nazwa jest najwłaściwsza, gdyż mimo zaangażowania własnego autorytetu książę kierował wyprawą łupieską, której głównym celem było zdobycie łupów i niewolników. Słowianie podobnie jak wikingowie przykładali dużą wagę do zaskoczenia przeciwnika, starając się do końca ukryć cele i zamiary wyprawy.

Na swe okręty często zabierali konie, które pozwalały szybciej opanować ważne punkty na wybrzeżu i w głębi kraju oraz zwiększały ruchliwość ich sił w czasie zbrojnego starcia z przeciwnikiem. Przeciętny okręt słowiański zabierał na swój pokład 44 wojowników i 2 konie. Jednostki te niewiele różniły się od zwykłych morskich statków handlowych. Dodatkowym wyposażeniem były wysoko wyniesione burty, chroniące załogę przed pociskami wroga.

Ówczesna taktyka bitwy morskiej zalecała najpierw podjęcie próby staranowania okrętu przeciwnika, a następnie dokonania nań abordażu. Do tego celu używano długich bosaków, którymi przyciągano wrogi okręt. Wszystko to odbywało się w nieustannej ulewie strzał i oszczepów, którymi obsypywały się obydwie strony, co miało wywrzeć wrażenie na przeciwniku i osłabić ducha bojowego. Sakso Gramatyk, autor kroniki Gesta Danorum i sekretarz biskupa Absalona, słynnego z uporczywych walk ze Słowianami, tak opisuje jedną z morskich bitew: „Słowianie z Rugii odcięli tylną straż floty duńskiej.

[…]. Na siedem tych okrętów napa-dali oni z wielkim krzykiem ufni w swą liczebność […]. Gdy jednak odrzuceni zostali strzałami nie odważyli się zbliżyć. Wnet jednak ostrzarni nagich mieczy zaczęli uderzać w tar-cze sądząc, że przestraszą Duńczyków. […] Trzeci raz aby zastraszyć wroga sprzęt bojo-wy szykowali do walki.

Zaczęli skurczone w słońcu tarcze [wykonane ze skóry — przyp. aut.] polewać wodą i położywszy je na kola-nach rozwijać przygotowując je w ten sposób do walki jakby niechybnie naszym mieli wydać bitwę”. Najczęściej jednak Słowianom wyruszającym na łupieżczą wyprawę udawało się bez wcześniejszych walk dotrzeć do zamierzonego celu i tam, korzystając z zaskoczenia, grabić nad-brzeżne miasta i osady. W ten sposób zdobyta i obrabowana została stolica Danii Roskilde

Średniowieczni rozbójnicy Morza Bałtyckiego

Słowianie .

Trwające kilka stuleci łupieżcze wyprawy wikingów nie ominęły także ziem Słowian. Wprawdzie nie było tam tak zamożnych jak w Europie Zachodniej miast ani kościołów, ale obszary te leżały stosunkowo najbliżej ojczyzny Skandynawów i obfitowały w inne bogactwa. Zawsze można było znaleźć tam pod dostatkiem zboża, mięsa, miodu i piwa, co nie-jednokrotnie mieszkańcy ubogich, północnych ziem przedkładali ponad złoto i drogie kamienie.

W ciągu kilku wieków wzajemnej konfrontacji Słowianie mieli okazję zapoznać się z siłą i taktyką swych wrogów. Niejednokrotnie też dawali im godną odprawę przeciwstawiając się zbrojnie napastnikom lub wciągając ich w niespodziewane pułapki i zasadzki. W X—XII wieku Słowianie organizowali już własne wyprawy łupieżcze do „jaskini lwa” korzystając z tego, że czasy największej aktywności wikingów należały już do przeszłości i w tym okresie tracili energię głównie w bratobójczych wojnach.

W przeciwieństwie do swych północnych sąsiadów, mieszkańcy południowych wybrzeży Bałtyku wyprawiali się na morze jedynie w celu zdobycia łupów i nigdy nie przebywali długo w obcych krajach, ani też nie próbowali osiedlać się tam na stałe. Szczególnym umiłowaniem do pirackiego rzemiosła odznaczali się wśród Słowian Pomorzanie. Bogato ukształtowane ujścia takich rzek, jak Odra czy Piana, pełne były mielizn, małych zatoczek i wąskich przesmyków, gdzie piraci czuli się najlepiej.

Niemiecki kronikarz Helmold, autor Kroniki Słowian wspomina, że u ujścia niewielkiej rzeki Krempiny „znajdowała się zwyczajna kryjówka morskich ,rozbójników”, w której przebywał nawet „kapłan , służąc Bogu śród głodu, pragnienia i nagości”. Siedzibą mor-skich rozbójników był Wolin, zniszczony doszczętnie w 1034 roku przez króla Danii Magnusa Dobrego. Obok Pomorzan rozbój morski uprawiali także z upodobaniem Obodryci i Ranowie zamieszkujący Rugię .

Na Morze Śródziemne i dalej

Na Morze śródziemne i dalej .

W poszukiwaniu łupów wikingowie wypływali aż na wody Morza Śródziemnego plądrując zamożne, stojące wówczas w rozkwicie miasta muzułmańskiej Hiszpanii i Afryki Północnej. W 844 roku po śmiałym ataku ich ofiarą padły Lizbona, Kadyks i Sewilla. „Wydało się. że morze pokryły czarne ptaki, a serca przepełniły strach i gorycz” — pisał arabski kronikarz. Nie zawsze wikingom udawało się zaskoczyć spokojnych mieszkańców miast. Arabowie słynęli z waleczności i posiadali wiele okrętów z doskonale wyćwiczonymi załogami. Toteż często zdarzało się, że wielu północnych rabusiów zawisło na palmach lub zostało ściętych.

Emir Abdarrahman wysłał na przykład dwieście almadżus, czyli niewiernych, sojusznikowi w Afryce dla podkreślenia swej potęgi, która stawić mogła czoło nawet jasnowłosym, wzbudzającym powszechny strach najeźdźcom. W 859 roku flota wikingów złażona z 62 okrętów przepłynęła Gibraltar i złupiła wybrzeża Afryki Północnej i Hiszpanii oraz Baleary. Na zimę Normanowie zatrzymali się w delcie Rodanu, gdzie wśród błot La Camargue czuli się bezpiecznie. W następnym roku północni piraci popłynęli 260 kilometrów w górę rzeki rabując nadbrzeżne miasta.

Następnie zawróci-li i skierowali się ku brzegom Italii. Wspaniałe murowane i błyszczące dostatkiem miasta, które tam spotkali, zrobiły ogromne wrażenie na barbarzyńcach z północy. Zdarzył się wówczas zabawny przypadek, który ukazuje jak ogromna była wśród wikingów chęć zdobycia sławy i jak nieustraszoną pychą były wypełnione ich serca. Oto wódz Normanów Hasting, chcąc powtórzyć legendarny wyczyn króla Wandalów, Genezeryka, zapragnął także zdobyć Rzym. Gdy dowodzone przez niego okręty dotarły do brzegów Italii, wikingowie urzeczeni pięknem tamtejszych miast pierwsze z nich, które wydawało się znaczniejsze, uznali za Rzym.

Mieszkańcy miasta nie dali się zaskoczyć i skutecznie odparli napastników. Ponieważ mury miejskie były solidne, a obroń- cy walczyli dzielnie, zanosiło się na długo-trwałe oblężenie, do którego wikingowie nie byli przygotowani. Chcąc więc szybciej opanować Wieczne Miasto, uciekli się do podstępu. Wysłali do miasta posła z wieścią, że ich wódz jest ciężko chory i przed śmiercią chce przyjąć chrzest. Za zgodą biskupa, ułożonego w trumnie wodza i jego świtę wpuszczono w obręb murów i ustawiono w kościele. Jakież było zaskoczenie uczestników ceremonii pogrzebowej, gdy tuż przed opuszczeniem zmarłego do grobu tenże ożył i korzystając z zamieszania na czele swych towarzyszy opanował miasto.

Krótko jednak cieszyli się wikingowie zwycięstwem. Rychło okazało się, że zdobyczą ich stał się nie Rzym, ale niezbyt ważne miasteczko o nazwie Luna… Od X wieku wizyty Normanów na Morzu Śródziemnym stały się coraz częstsze. Umocni-li się na stałe w południowej Italii i na Sycylii, tworząc podstawę późniejszego, utworzonego w XII wieku przez Rogera II Królestwa Obojga Sycylii. Stamtąd przedsiębrali wyprawy w rejon wschodniej części Morza Śródziemne-go, łupiąc bizantyjskie i arabskie wybrzeża. Okręty ich pojawiały się nawet u wrót Konstantyntynopola.

Plądrowanie

Większość znaczniejszych miast została splądrowana, na cały kraj padło przerażenie: „Poganie zdobyli Bordeaux, Perugeux, Limoges, Tuluzę. Angers, Tours, Orlean są zniszczone. Niezliczona flota płynie po Sekwanie i zło narasta w całym kraju. Rouen leży w gruzach, splądrowane i spalone: Paryż, Beauvais i Meax wzięte. Wszyscy uciekli i nie ma nikogo, kto odważy się zawołać: stańcie, brońcie waszych pól i waszych dzieci. Nieświadomi tego co się dzieje, stale zwaśnieni ze sobą, wszyscy wykupywali się pieniędzmi tam gdzie trzeba było użyć broni i tak sprzeniewierzali się boskiej sprawie”. Długo jeszcze po tych straszliwych latach pobożny lud modlił się w kościołach odbudowanych z normandzkich zniszczeń: „A furore normanorum libera nos Domine” — „Od wściekłości Normanów zachowaj nas Panie”. Największa plaga najazdów wikingów na Francję przypada na lata 879-892. Spustoszeniu uległa północna część kraju. Zdobyty został  nawet Akwizgran — dawna stolica cesarstwa Karola Wielkiego.

Tamtejszą katedrę poganie przekształcili w stajnię dla swych koni. Spod Paryża, którego mieszkańcy bronili się resztkami sił na wyspie Cite wśród murów starej rzymskiej twierdzy, napastnicy odstąpili jedynie na skutek zarazy, która wybuchła w wygłodzonym mieście i okolicy.

Nieszczęścia te trwają do połowy X wieku. Później przyszło wytchnienie. Pod wpływem wyższej kultury francuskiej barbarzyńcy przekształcali się z wolna w osiadłych posiadaczy ziemskich. Na Półwyspie Normandzkim (stąd nazwa) tworzyli własne państwo. Wystąpili nawet zbrojnie przeciwko swym pobratymcom dalej najeżdżającym Francję. Ich interesy stały się zbieżne z interesami feudałów francuskich. Wspólnie bronili swych majątków i porzucali łupieskie rzemiosło na rzecz bardziej spokojnego życia.

W poszukiwaniu łupów wikingowie wypływali aż na wody Morza Śródziemnego plądrując zamożne, stojące wówczas w rozkwicie miasta muzułmańskiej Hiszpanii i Afryki Północnej. W 844 roku po śmiałym ataku ich ofiarą padły Lizbona, Kadyks i Sewilla. „Wydało się. że morze pokryły czarne ptaki, a serca przepełniły strach i gorycz” — pisał arabski kronikarz. Nie zawsze wikingom udawało się zaskoczyć spokojnych mieszkańców miast. Arabowie słynęli z waleczności i posiadali wiele okrętów .

Napady na Europę Zachodnią II

Na ich terytorium przeniosły się także antagonizmy panujące między poszczególnymi grupami wikingów. Danowie na przykład, którzy utworzyli we wschodniej Anglii swe państwo zwane Danelag (kraj Danów), zjednoczyli się z miejscowymi władcami, aby wspólnie bronić Anglii przed Norwegami. Czasy były wówczas jednak okrutne i nikt nie wierzył nikomu do końca. Oto pewnego dnia król Etherled II, zwany później Bezradnym, kazał wymordować „z pomocą Wszech-mocnego i wszystkich świętych” niczego nie podejrzewających sojuszników. „Niech dla odmiany Danowie poczują nóż na gardle” — rozkazał.

Tego bezprecedensowego zamachu dokonano nocą z 13 na 14 listopada 1002 roku, korzystając ze spokojnego snu Danów. Co niebezpieczniejszych rycerzy zamykano w ich domach i palono żywcem. Tych, których udało się schwytać, zakopywano w ziemi. Kobiety zakopywano do pasa i szczuto je psami.

W Oksfordzie, gdzie Danowie schronili się w kościele, spalono ich wraz z budowlą, aby „nie plamić krwią świętego miejsca”. Mord popełniony przez Anglików był wyrazem ich ostatecznej rozpaczy i bezradności i stał się pretekstem do kolejnego najazdu Normanów. Rządni zemsty wikingowie spustoszyli niemal cały kraj. Syci sławy i obładowani łupami rozpalali ogniska „na brzuchach pokonanych wrogów”, a w uczcie nie przeszkadzał im odór rozkładających się trupów. Od ostatecznej klęski ratowali się królowie Anglii coraz wyższymi okupami. Słynny dangeld (dosłownie „pieniądze Danów”), sięgał zawrotnych sum, powodując krańcowe zubożenie i tak nękanego ciągłymi najazdami kraju. Na przykład w 1007 roku wypłacono wikingom 36 tysięcy funtów srebra.

Dla ówczesnych ludzi najazdy wikingów, ich okrucieństwo i bezwzględność były czymś niepojętym. Tłumaczono je najczęściej jako karę niebios za grzechy mieszkańców ziemi. Uczony średniowieczny i doradca Karola Wielkiego Alkuin dla uzasadnienia tego przekonania przy-tacza nawet fragment proroctwa Jeremiasza: „Z północy przybędzie szatan aby mordować mieszkańców ziemi”. Dalej powiada Alkuin: „Nigdy taki terror, jaki objawił się w Brytanii, nie dotknął w przeszłości tego kraju. Ni-gdy też nie cierpieliśmy tak od pogan. Było nie do pomyślenia, że takie nieszczęścia są możliwe”.

Nie lepiej niż w Anglii działo się na kontynencie. Już pod koniec VIII wieku duńscy wikingowie rabowali bogate kupieckie miasta Fryzji. „Te smoki morskie [tj. drakkary, których dziobnice zdobiły głowy smoków —przyp. aut.] rozszarpią na kawałki moje królestwo” miał rzec wówczas Karol Wielki. Po śmierci Karola Wielkiego niszczycielskie najazdy na Francję nasilają się jeszcze bar-dziej. Wikingowie złupili trzy największe por-ty cesarstwa: Rouen, Qentovic i Dorestad. To ostatnie miasto zdobyte w 833 roku było za-możnym ośrodkiem handlowym obsługującym w dużej mierze ogromne państwo Karola Wielkiego.

W kilkadziesiąt lat po najeździe wikingów Dorestad zaznał ostatecznej klęski. Tym razem swą niszczycielską moc okazała przyroda. W 864 roku fale Morza Północnego zalały ten bogaty fryzyjski port, burząc większość jego budowli. Dziś na tym miejscu rozciągają się jedynie piaszczyste wydmy. W 845 roku wikingowie zniszczyli Hamburg, omal nie pozbawiając życia biskupa Ansgara, późniejszego apostoła Skandynawii. W późniejszych latach ofiarą ich napaści kilkakrotnie padał Paryż. Poruszając się korytami rzek rabusie praktycznie dotrzeć mogli w każdy za-kątek Francji. „Cztery rzeki Ren, Skalda, Sekwana i Loara służyły Skandynawom za gościniec w głąb państwa karolińskiego” — pisał ówczesny kronikarz.

Napady na Europę Zachodnią

Sverris saga sławiąca bitwę w 1184 roku powiada: „Ujrzeli nacierającą na nich flotę króla Magnusa i zobaczyli też, że morze przed nią wyglądało jak podczas ulewy w dzień bezwietrzny. Ulewa się szybko zbliżała, a była to ulewa strzał.

Wtedy stały się potrzebne tarcze”. Główną ich bronią było zaskoczenie. Na swych szybkich okrętach starali się podpłynąć nie zauważeni jak najbliżej brzegu. Już kilka mil wcześniej składali maszt i płynęli tylko na wiosłach pod osłoną oślepiającego słońca lub ciemności. Kiedy udało im się wylądować bez przeszkód, szybko stawali się panami sytuacji. Swym doskonałym uzbrojeniem i organizacją zdecydowanie górowali nad spokojnymi mieszkańcami nadbrzeżnych osad.

Chcąc zastraszyć przeciwników i wymóc na nich oddanie kosztowności i majątków, często postępowali w sposób okrutny. W takich wypadkach wyznawali zasadę: pieniądze albo życie. Tych, którzy zbytnio wahali się co wybrać, szybko pozbawiali i jednego, i drugiego.
„Od wściekłości Normanów zachowaj nas Panie”

Za początek trwającej blisko trzy stulecia fali napadów wikingów w Europie Zachodniej przyjmuje się rok 793. Wówczas to po raz pierwszy ich ofiarą padł jeden z najbardziej szanowanych i zamożnych klasztorów położony na wysepce Lindisfarne (wschodnie wybrzeże Anglii). Mieszkający tam mnisi wielokrotnie udzielali schronienia i opieki żeglarzom, toteż ze spoko-jem oczekiwali na przybicie do brzegów okrętów, które ukazały się na horyzoncie. Dopiero na lądzie okazało się, że ich gośćmi są pogańscy Skandynawowie przybywający w wojennych zamiarach. Na obronę było już jednak za późno. Wikingowie szturmem zdobyli mury opactwa, kładąc trupem każdego, kto znalazł się w zasięgu ich mieczów i toporów.

Następnie w błyskawicznym tempie splądrowali klasztor, łupy i jeńców załadowali na okręty, a pod zabudowania podłożyli ogień. Tylko ciemny słup dymu i zgliszcza świadczyły o nie-dawnej zbrodni. W dwa lata później wikingowie plądrowali już wybrzeża Irlandii, ze szczególnym upodobaniem łupiąc klasztory i mordując mnichów. W ciągu kilkudziesięciu lat za ich przyczyną padła w gruzy sięgająca czasów rzymskich kul-tura chrześcijańska Irlandii. To co ocalało z zawieruchy pierwszych wieków średniowiecza, zniszczyli barbarzyńcy z północy. W 820 roku irlandzki kronikarz z Ulsteru pisał z przerażeniem: „Morze wyrzuciło na Irlandię strumienie obcych.

Nie było ani jednej zatoki, ani jednej przystani, ani jednej warowni, kryjówki i zamku, których nie zaleliby wikingowie i piraci”. Kroniki ówczesne przepełnione są opisami zbrodni i okrucieństw, wikingowie bowiem coraz częściej i liczniej zaczęli przybywać do Irlandii i Anglii. Od połowy IX wieku opanowali na stałe znaczne części Wysp Brytyjskich, gdzie spędzali niesprzyjający wyprawom wojennym okres zimowy. Z czasem w Anglii zaczęły powstawać samodzielne państwa Skandynawów, luźno związane z ich północną ojczyzną i niezależne od miejscowych królów anglosaskich.